8 sierpnia 2017

4 lata

Hej kochani!
5 sierpnia mój blog obchodził swoje małe święto. Tego dnia, cztery lata wstecz napisałam pierwszy wpis. Od tego dnia zaczęłam prowadzić bloga. Były lepsze i gorsze dni. Miałam wzloty i upadki, ale się nie poddaje i dalej idę do przodu. Z dnia na dzień staram się rozwijać i dodawać coraz to lepsze wpisy. Mam nadzieję, że jakoś mi to wychodzi. Jak pomyślę, ile to czasu zleciało, a ja jeszcze się nie poddałam i jak na razie nie zamierzam się poddać. Kocham pisać i to robię.

Co się zmieniło przez ten czas w moim życiu? Przede wszystkim nie jestem tą samą osobą, co byłam cztery lata temu. Stałam się odważniejsza i mówię, to co myślę. Nie owijam w bawełnę. Odkryłam swoje pasje i wiem, jakie wykonywane czynności sprawiają mi radość. Zaczęłam przykładać większą uwagę do zdjęć. Stałam się bardziej zorganizowana. Umiem zaplanować sobie dzień tak, aby starczyło mi czasu na napisanie wpisu i na swoje sprawy prywatne.

Podsumowanie 4 lat prowadzenia bloga

1 rok (2013 - 2014)
W tym roku pisałam o wszystkim. Wchodziłam na bloga, bardzo często zdarzało się, że po kilka razy dziennie. Po jakimś czasie stwierdziłam, że posty z tego roku mi się nie podobają i je usunęłam. Zdjęcia, które dodawałam, były to zdjęcia krajobrazów lub przyrody.

2 rok (2014 - 2015)
W tym roku pierwszy raz wstawiłam swoje zdjęcie do wpisu. W tej chwili jak na nie patrzę, to mi się śmiać chce, ale cóż chcę mieć pamiątkę w przyszłości, dlatego nie usuwam już żadnych wpisów. Posty publikowałam dość często, zdarzało się, że nawet co drugi dzień. W roku 2014 uczyłam się dopiero obróbki zdjęć, dlatego wyglądają, jak wyglądają. W tym roku zgłosiłam swojego bloga do konkursu "Blog Roku 2014". Co prawda nie wygrałam, ale fajnie było się w tym pobawić. W tym roku nawiązałam swoją pierwszą współpracę z firmą zagraniczną. Był to dla mnie szok, bo nie sądziłam, że po tak krótkim czasie napisze do mnie jakaś firma.

3 rok (2015 - 2016)
W tym roku pisałam już oryginalniejsze wpisy i wymyślałam nowe serie. Robiłam wywiady z różnymi blogerkami, dodawałam przepisy i swoje przemyślenia na różne tematy. Dawałam Wam różne rady na dany temat oraz opisałam, co stosuję, aby moje włosy szybciej rosły. Zdjęcia też były wykonywane w lepszej jakości. Mogę powiedzieć, że od tego roku blog pracuje na pełnych obrotach. Posty są oryginalne i dużo ciekawsze, zdjęcia są w dobrej jakości i lepiej obrobione.

4 rok (2016 - 2017)
W czwartym roku posty dodawałam różnie, raz były, a raz nie.  A to dlatego, że w tym roku miałam dużo nauki w szkole i miałam egzaminy zawodowe. Od czerwca zaczęłam publikować częściej wpisy. Nauczyłam się robić szablony i zapoznałam się z kodami css. Z każdym dodanym postem rozwijałam się.

Jak widzicie, z każdym rokiem rozwijałam się coraz bardziej. Przez te lata bardzo dużo osiągnęłam. Nabrałam doświadczenia i wiedzy. Jednak wciąż się uczę. Mam nadzieję, że w następnych latach moja wiedza na temat bloga, kodów css i html zwiększy się oraz zdjęcia, które dodaje, będą jeszcze lepsze i posty, które piszę, będą przyciągać czytelników. W tym miejscu chciałabym wszystkim podziękować Wam czytelnikom za to, że jesteście ze mną, czytacie i komentujecie oraz moim znajomym i rodzinie za to, że mnie wspierają i kibicują, w tym, co robię.

Z tej okazji założyłam sarahah. Możecie pisać tam propozycje postów, jakie chcecie przeczytać, pytania to będę odpowiadać w postach oraz różne opinie. Chciałam również przygotować konkurs, ale ze względu na to, że ostatnio jestem trochę zajęta, co widać po spóźnionym poście, to jednak konkurs odbędzie się kiedyś indziej. Do następnego!


31 lipca 2017

To już rok!

Hej kochani!
Dzisiaj chciałam opowiedzieć Wam pewną historię. Także zapraszam do czytania.

Pewnego słonecznego dnia urwałam się po dwóch lekcjach ze szkoły i poszłam razem z dziewczynami do internatu, który mieści się tuż obok mojej szkoły (internat jest dla osób, które musiałyby dojeżdżać do szkoły). I jak to jest z dziewczynami ploteczki, herbatka itp. W tym dniu siedziałam dość długo w internacie. Później postanowiłyśmy, że pójdziemy na świetlicę. Jak postanowiłyśmy tak i zrobiłyśmy. Tam siedziałyśmy przeważnie na telefonach, bo już po takim czasie zdążyłyśmy się nagadać. Jedna z moich koleżanek poszła grać z jakimś kolegą w bilarda. Nie zwracałam na niego uwagi. Po godzinie była pora, aby wracać do domu. Więc i tak zrobiłam. Na drugi dzień w szkole dowiedziałam się, że temu koledze wpadłam w oko. Później dziewczyny pokazały mi jego zdjęcia. Wydawał się na porządnego, normalnego chłopaka. Na drugi dzień dostałam od niego wiadomość. I zaczęliśmy pisać. Na początku zwykła rozmowa jak z dobrym kolegą, opowiadałam mu o swoich zainteresowaniach on dla mnie o swoich (ale informacje o tym, że mam bloga ukryłam, ale później się o tym dowiedział). I później pisaliśmy codziennie czasami co drugi dzień. Na świętach wielkanocnych napisał mi przepiękny wierszyk. Po świętach pierwszy raz się spotkaliśmy. Rozmowa się nie kleiła i ogólnie było tak sztywnie. W kolejnych dniach po szkole codziennie się spotykaliśmy albo w internacie, albo pod internatem. I tak mijały dni aż do wakacji. Kiedy to Daniel (bo tak się nazywa) musiał wyjechać do Holandii do pracy. Dzień przed wyjazdem spędziliśmy na takim małym koncercie. Było cudownie! Na drugi dzień Daniel już jechał do Holandii. Bardzo to przeżywałam. Pierwsze dni były ciężkie, bardzo za nim tęskniłam, ale później już się do tego przyzwyczaiłam i jakoś dni mijały. Daniel wrócił w ostatni dzień lipca i tego samego dnia zapytał mnie, czy chcę zostać jego dziewczyną. Zgodziłam się! W sierpniu się spotykaliśmy co drugi dzień (zapomniałam dodać, że Daniel mieszka 30 km ode mnie). Później była szkoła i w październiku moje urodziny. Dostałam od niego cudowny prezent i ten dzień spędziliśmy na świętowaniu mojego wkroczenia do pełnoletniego życia. Później już rzadziej się spotykaliśmy, bo mój chłopak poszedł na studia i musiał też poświęcić trochę czasu na naukę. Były tygodnie, że spotykaliśmy się tylko raz. Jakoś przetrwaliśmy ten ciężki okres i jesteśmy szczęśliwi ze sobą! Jesteśmy razem dopiero rok, ale z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jest to ten jedyny i to z nim chcę spędzić resztę życia. Jest nie tylko moim chłopakiem, ale również najlepszym przyjacielem.


Tak to wygląda moja historia. Nigdy nie zdawałam sobie sprawy z tego, że jeden dzień, jedna chwila może wszystko zmienić, że jedna ucieczka może spowodować, że poznam kogoś tak cudownego. W naszym związku były chwile lepsze i gorsze, jak to u wszystkich, ale się nie poddajemy! Wiem, że z tą osobą będę szczęśliwsza niż z kimkolwiek innym!

Dlatego nie szukajcie miłości a miłość Was samych znajdzie!

Do następnego!

27 lipca 2017

Czy miłość przychodzi sama?

Hej kochani!
W dzisiejszym wpisie chciałabym z Wami troszeczkę porozmawiać na temat miłości. Czym jest miłość? Czy przychodzi sama, czy trzeba jej szukać? I co się czuję, gdy się ją w końcu znalazło? Na te trzy pytania znajdziecie odpowiedź w dzisiejszym wpisie. Zapraszam do czytania!

Na początku chciałabym opowiedzieć Wam jedną historię. Jeszcze rok temu miałam totalnie gdzieś to czy mam chłopaka, czy nie. Był on dla mnie niepotrzebny. Sama nosiłam ciężkie torby czy sama otwierałam sobie drzwi (w tamtych czasach kobieta niezależna). Pewnego dnia, był to pierwszy dzień wiosny i dzień wagarowicza, poszłam do szkoły, a że było bardzo mało ludzi, razem z koleżanką wpadłyśmy na pomysł, aby po dwóch lekcjach uciec. Większość moich dobrych koleżanek mieszkała w internacie, wiec razem z tą koleżanką poszłyśmy do internatu. I spędziłam miło dzień, chodziłyśmy na miasto, siedzieliśmy w internacie, rozmawiałyśmy i dobrze się bawiliśmy. Po kilku dniach od tego wydarzenia napisał do mnie pewien chłopak. I tak od rozmowy do rozmowy, od spotkania do spotkania zostaliśmy parą. Wtedy miłości nie szukałam, sama do mnie przyszła. Szczerze mówiąc, miałam ją gdzieś, wystarczyło jedno przyjście do internatu, a tam poznałam swojego chłopaka.





Co to jest miłość?
Miłość- jest to relacja międzyludzka, najczęściej między kobietą a mężczyzną. Miłość jest pięknym uczuciem, daje nam szczęście, dzięki niej widzimy świat przez różowe okulary. Jest lekarstwem na problemy. Miłość jest najważniejszą wartością w życiu i bez niej świat jest szary i smutny.

Co się czuje, gdy znajdziesz miłość? Szczęście, że masz osobę, którą kochasz, której możesz o wszystkim powiedzieć i najważniejsze, że możesz jej zaufać. Bezpieczeństwo, że przy tej osobie nic ci nie grozi. Na początku znajomości motylki w brzuchu i szybsze bicie serca.

A teraz chciałabym opowiedzieć drugą historię. Mam dwie koleżanki, które nie mają chłopaków, ale szukają na siłę. Obydwie wybrały już sobie, którym chciałyby się spodobać. Zaczęły się bardziej malować, kupować nowe ubrania. Przechodzili obok nich na przerwie. Jedna z wyżej wymienionych koleżanek podkochuje się już od pierwszej klasy, ale przez te lata nic nie wyszło i raczej już nie wyjdzie, bo ten kandydat w kwietniu skończył szkołę. Druga koleżanka podkochuje się od niedawna, pisała do niego dwa razy, znajomy pisał do niego i podpytywał się czy może podoba się mu ta koleżanka. Nic z tego nie wyszło. I też raczej już nic nie wyjdzie, może w przyszłości. Niedawno się dowiedziałam, że ten chłopak ma już dziewczynę. I jak widzicie z drugiej historii, obydwie koleżanki szukały na siłę. Żadna z nich do tej pory nie ma chłopaka.




Co do odpowiedzi na moje pytanie, czy miłość przychodzi sama, czy trzeba jej szukać? To jestem zdania, że miłość przychodzi sama. Nie wiemy gdzie i kiedy. Przyjdzie w nieoczekiwanym momencie. A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Piszcie w komentarzach. Do następnego!

23 lipca 2017

Recenzja książki: "Jesienna miłość" Nicholas Sparks

Hej kochani!
Ostatnio był film to teraz pora na książkę. Przed wakacjami, gdy zdawałam książki z roku szkolnego do biblioteki, pani bibliotekarka zaproponowała, że na wakacje można wypożyczyć kilka książek. Nie byłam wtedy sama, więc nie miałam też dużo czasu. Przejrzałam szybko książki, które były wystawione i wzięłam dwie. Jedną z nich zaczęłam czytać na początku wakacji, ale później zaczęłam czytać inną książkę i tak zapomniałam o niej. Gdy tamtą przeczytałam fakt, że biblioteka miejska była zamknięta przez trzy tygodnie, skłonił mnie do ponownego rozpoczęcia czytania tej książki. Dlatego zapraszam Was do jej recenzji.


Głównym bohaterem książki jest Landon Carter. Ma on siedemnaście lat i jest uczniem ostatniej klasy szkoły średniej. Jest strasznym chuliganem i razem z przyjaciółmi robią innym dowcipy. Razem z nim do szkoły uczęszcza dziewczyna inna niż wszystkie. Codziennie ubiera się w sweterki i spódniczki, nosi na głowie kok oraz nie rozstaje się z biblią, nosi ją w ręku. Pewnego dnia Landon musi podjąć decyzję albo będzie uczęszczał na lekcje chemii, albo na lekcje dramatu. Wybrał lekcje dramatu. Główny bohater po szkole średniej planuje iść na studia, ale że jego słabe oceny nie umożliwiają mu to, postanawia zostać przewodniczącym samorządu.  Gdy nim zostaje, pomaga udekorować sale na bal, który niedługo się odbędzie. Gdy się zbliża bal, Carter poszukuje partnerki, została mu tylko Jamie, którą uważał za dziwaczkę. Długo się nad tym zastanawiał, ale jeśli miałby wybierać pomiędzy sprzątaniem kibli, a pójściem na bal z Jamie to wybrał pójście na bal z dziwaczką, której nikt nie lubi. Po balu Landon myślał, że wszystko wróci do normy, jednak pewnego dnia dostał telefon, po telefonie poszedł na umówione spotkanie. Na spotkaniu zgodził się na propozycję, która odmieni całe jego życie.

Pod czyim wpływem Landon się zmieni?
O czym dowie się na spotkaniu i co to będzie za propozycja?
Czy Landon zbliży się do Jamie, czy będzie to jednorazowe spotkanie?
Czy Jamie cały czas będzie uważana za dziwaczkę?
Czy Carter będzie brał udział w przedstawieniu, czy chodzi na te zajęcia tylko po to, żeby chodzić?



Prolog

"Kiedy miałem siedemnaście lat, moje życie odmieniło się na zawsze. Wiem, że są ludzie, którzy słysząc to, bardzo się dziwią. Patrzą na mnie ze zdumieniem, jakby próbowali zgadnąć, co takiego mogło się wówczas zdarzyć, ja jednak rzadko kiedy mam ochotę to wyjaśniać. Przeżyłem tu prawie całe życie i naprawdę nie sądzę, bym musiał to czynić - chyba że na moich własnych warunkach...
...Nazywam się Landon Carter i mam siedemnaście lat. Oto moja historia; przyrzekam, że niczego nie opuszczę. Najpierw będziecie się uśmiechać, potem zapłaczecie... nie skarżcie się później, że Was nie ostrzegałem."


Moja opinia

Pierwszy raz miałam okazję czytać książkę tego autora. Pisze on trochę innym językiem, niż zazwyczaj czytam, ale książka bardzo mi się podobała. Przeczytałam ją w ciągu trzech dni. Książkę bardzo szybko się czyta. Tak jak piszę autor w prologu, na początku na twarzy pojawia się uśmiech, pod koniec książki łzy lecą ciurkiem. Każdemu ją polecam i myślę, że to nie był ostatni raz, jak sięgnęłam po książkę tego autora.

Czytaliście tę książkę lub zamierzacie czytać? Piszcie w komentarzach. Do następnego!

19 lipca 2017

Inspiracje miesiąca - lipiec

Hej kochani!
Chciałabym raz w miesiącu dodawać wpis przeznaczony inspiracjom. Myślę, że każdy z nas potrzebuje czasami pooglądać jakieś obrazki lub zdjęcia. Dzięki temu jesteśmy bardziej zmotywowani, a w naszej głowie jest dużo pomysłów. Czasami będę brała obrazki z tumblra, we heart it lub będę dodawała własne zdjęcia, które przez ten czas zrobiłam. Dzisiejsze inspiracje wzięłam z we heart it. Plusem tej strony jest to, że tam znajduję większość pozytywnych obrazków. Zapraszam do oglądania!







Do następnego!

15 lipca 2017

Wakacje początkiem zmian

Hej kochani!
Od ponad dwóch tygodni mamy już wakacje, ten czas przez niektórych upragniony. Zero nauki, szkoły czy mniejsza ilość obowiązków. Możemy robić, co nam się podoba. Ale, ale... czy nie lepiej wykorzystać ten czas na rzeczy przydatniejsze, np. spróbować coś zmienić w swoim życiu, zachowaniu czy wyglądzie. Mamy aż dwa miesiące, aby działać. To jest kupa czasu. A gdy już się skończy lato i trzeba będzie wracać do szkoły, będziemy zadowoleni z efektów, jeśli nam się uda. Dlatego nie ma na co czekać.

Jeśli chcesz, coś zmienić w wyglądzie idź do fryzjera, do kosmetyczki czy na siłownię. Zadbaj o siebie, po co siedzieć w domu i marnować ten czas. Jeśli nie masz pieniędzy, możesz poprosić swoją mamę, siostrę, koleżankę czy nawet ciotkę, aby pomogła ci coś zmienić w wyglądzie. Może one się na tym znają, umieją malować, ścinać włosy. A jakieś ćwiczenia można znaleźć w internecie. Teraz jest pełno takich stronek, gdzie za darmo można znaleźć jakieś ciekawe ćwiczenia.

Jeśli chcesz, coś zmienić w swoim zachowaniu to bierz się do roboty. Napisz sobie na kartce te złe cechy, nawyki, które chcesz zmienić. I napisz też dobre, które chcesz nabyć. Trzymaj tę kartkę gdzieś przy sobie i codziennie patrz na nią i staraj się złe rzeczy wyeliminować a dobre wprowadzić. To nie takie trudne!


Jeśli chodzi o Twoje życie, to usiądź, przemyśl i zastanów się, co chcesz zrobić. Jeśli chcesz pozbyć się fałszywych znajomych, którzy wprowadzają w Twoje życie negatywne emocje, którzy obgadują cię na każdym kroku albo którzy naśmiewają się z ciebie i podstawiają ci nogi tylko po to, żeby ci się nie udało. To takich ludzi natychmiast trzeba się pozbyć. Po co ci tacy znajomi. Lepiej być bez nich niż z nimi. Co do znajomych to na, prawdę dobrze się zastanów, również, jeśli chodzi o płeć żeńską, jak i męską. Również możesz zmienić umeblowanie swojego pokoju, możesz zacząć robić rzeczy, na które w czasie roku szkolnego zupełnie nie miałaś czasu. Wakacje są również dobrym czasem, aby poznać nowych znajomych, kto wie, czy dziewczyna, z którą wczoraj rozmawiałaś nie będzie Twoją najlepszą przyjaciółką, albo chłopak, który się do ciebie uśmiechnął, nie będzie Twoją miłością życia.



Wakacje to nie tylko czas na odpoczynek, to również czas na zmiany, na nowe znajomości, na zwariowane przygody czy piękne wspomnienia. Dlatego wszystkim życzę takich wakacji, żeby po powrocie do szkoły mieliście o czym wspominać. Do następnego!

12 lipca 2017

Recenzja filmu: "Ja cię kocham, a ty śpisz"

Hej kochani!
Ostatnio w telewizji miałam okazje oglądać film. Tak mi się spodobał, że postanowiłam napisać o nim post. Ci, którzy są ze mną już dłuższy czas, mogli zauważyć, że jeszcze nigdy nie pisałam takich postów. A, że są wakacje to najlepszy czas, aby się rozwijać i tym samym rozwijać swoje zainteresowania. Dlatego może czasami wpadnie tutaj jakaś recenzja. Bez dłuższego wstępu zapraszam Was do czytania!

Film, który jako pierwszy chciałabym zrecenzować, jest to film pt. "Ja Cię kocham, a ty śpisz". Jest to komedia romantyczna z roku 1995.

Obsada filmu:
  • Sandra Bullock- Lucy Eleanor Moderatz
  • Bill Pullman- Jack Callaghan
  • Peter Gallagher- Peter Callaghan
  • Peter Boyle- Ox Callaghan
  • Jack Warden- Saul
  • Micole Mercurio- Midge Callaghan
  • Glynis Johns- Elsie
  • Michael Rispoli- Joe Junior
  • Monica Keena- Mary Callaghan



Głównymi bohaterami filmu jest Lucy, Peter oraz jego brat Jack. Lucy jest sprzedawczynią biletów w metrze. Kobieta mieszka sama w małym miasteczku. Przymila się do niej nieogarnięty właściciel budynku. Lucy podkochuje się w Peterze, który dość często kupuje u niej bilety. Pewnego dnia Peter wpada pod pociąg, a Lucy go ratuje. Trafia on do szpitala i wpada w śpiączkę. Lucy, żeby wejść do szpitala, podaje się za narzeczonego Petera. Tam poznaje jego rodzinę. Po paru dniach, gdy Peter śpi, Lucy zostaje zaproszona do domu Petera, rodzina bardzo się do niej zbliżyła i miło ją przyjęła. W następnych dniach odwiedza Petera w szpitalu, okłamując całą jego rodzinę, że jest jego narzeczoną. Tylko Saul o wszystkim wie. Po jakimś czasie Peter wybudza się ze śpiączki. W tym wszystkim bierze również udział brat Petera Jack oraz prawdziwa narzeczona Petera.

Czy Peter po wybudzeniu się ze śpiączki będzie pamiętał, która z pań jest jego prawdziwą narzeczoną?
Z kim Lucy stanie przed ołtarzem?
Dlaczego Jack jest też tak ważną osobą w tym filmie?
Czy Saul po dowiedzeniu się prawdy wyjawi ją rodzinie?
Czy rodzina Petera dowie się prawdy i wybaczy to Lucy?
Na te wszystkie pytania znajdziecie odpowiedź po obejrzeniu całego filmu.

Moja opinia:
Dla mnie film bardzo się podoba, jest lekki i przyjemny w oglądaniu. Można go oglądać z chłopakiem, rodziną czy z przyjaciółmi. Jedyną rzeczą, która mnie denerwowała to ten właściciel budynku, który przychodził do Lucy. Powiem Wam, że pod koniec filmu poleciało mi nawet kilka łez. Dlatego każdemu go polecam.

Moja ocena wynosi 10/10


Oglądaliście ten film lub zamierzacie go oglądać? Chcecie więcej recenzji filmów, które oglądam? Piszcie w komentarzach. Do następnego!

7 lipca 2017

Jak wyglądały moje praktyki

Hej kochani!
Pisałam Wam, że w maju miałam praktyki. W dzisiejszym poście chciałam Wam o nich opowiedzieć. Trwały one przez 4 tygodnie. Na początku, gdy je załatwiałam, było zamieszanie, miałam iść w ogóle gdzie indziej i z inną osobą. Ta osoba wystawiła mnie do wiatru i później musiałam sama szukać. Bez długiego zastanawiania się wybrałam jeden z barów w moim mieście. W tamtym roku w tym samym barze miałam zajęcia praktyczne w każdy piątek. Praktyki wyglądają zupełnie inaczej. W tym roku zmienił się trochę personel. Niektóre kucharki odeszły, jedna doszła i była fajna, miła atmosfera. Na praktyki chodziłam razem z moją koleżanką z klasy. I się zmieniałyśmy, w jednym tygodniu ja przychodziłam na popołudnie, czyli zaczynałam pracę od 10 do 17, a koleżanka miała na rano, a w drugim tygodniu ja przychodziłam na rano, czyli od 7 do 14 a koleżanka na popołudnie. Szczerze mówiąc, wolałam przychodzić rano mimo tego, że musiałam wcześniej wstać, bo w zakładzie musiałam być na 7 więc dojazd MPK i wyszykowanie się trochę zajmował, dlatego wstawałam 5:15. Do tej godziny da się przyzwyczaić, wystarczy, że kilka dni będziesz tak wcześnie wstawał, a później już bez problemu przyjdzie ci wstawanie o tej godzinie. Jak wiadomo, w takich zakładach najwięcej roboty jest rano, bo trzeba wszystko przygotować, ugotować potrawy. A po południu tylko wydaje się potrawy, ewentualnie coś trzeba dorobić no i sprzątanie. My praktykantki byłyśmy tam nowe i wiadomo, że kucharki nie powiedzą nam, że same musimy ugotować zupę albo sporządzić jakieś kotlety. My się dopiero uczyłyśmy, więc one miały nas na oku, bo wiadomo, że to idzie do klientów i trzeba przyrządzić jak najlepsze potrawy.



Co robiłam, gdy przychodziłam rano?
Na samym początku zabierałam się za surówki. Przygotowywałam sobie potrzebne rzeczy, czyli noże, deski do krojenia, wazy lub inne rzeczy typu tarka. Robienie surówek zajmowało mi około 2 godziny. Przeważnie sama robiłam, bo kucharki były zajęte czymś innym. Gdy skończyłam robić surówki, oczkowałam ziemniaki, później byłam trochę na zmywaku, nalewałam kompot. Następnie obierałam warzywa na następny dzień, czasami musiałam obierać ugotowane już buraki. Czasami polerowałam kieliszki lub kufle. A później zbliżała się ta godzina, kiedy był koniec, to zazwyczaj jadłam obiad, pochodziłam jeszcze po kuchni, zmyłam podłogę i już mogłam iść do domu.

Co robiłam, gdy przychodziłam po południu?
Gdy przychodziłam na 10, to w tym czasie koleżanka jeszcze oczkowała ziemniaki, to jej pomagałam, później nalewałam kompot i stałam na zmywaku. Gdy kucharki z pierwszej zmiany poszły do domu, to pomagałam tej, która została panierować kotlety schabowe, a później je smażyłam. W międzyczasie chodziłam na wózek i na salę, aby sprawdzić, czy wszystko w porządku. Później miałam chwilę przerwy, to piłam z Kaśką (Kaśka to kucharka, która doszła i ona zazwyczaj była cały czas na popołudnie) herbatę oraz wtedy mogłam zjeść obiad. Pod koniec dnia pomagałam sprzątać i chować potrawy, które zostały. Trzeba było wszystko umyć. I około 17 szef puszczał mnie już do domu.

Jak widzicie o każdej porze dnia, było co robić. Fajnie mi się pracowało rano, jak i po południu. Te cztery tygodnie strasznie szybko minęły. Jeśli miałabym podsumować jednym zdaniem całe praktyki, to bym powiedziała, że było bardzo fajnie i podoba mi się ta praca.




Trochę się rozpisałam, ale starałam się, aby nie pisać tak bardzo szczegółowo. Mam nadzieję, że przeczytaliście. Jeśli macie jakiekolwiek pytania odnośnie moich praktyk piszcie w komentarzach! Do następnego!